czwartek, 23 maja 2013

Rozdział V- Potrafię o siebie zadbać


Podkład

Miłość jest dzieckiem marzeń, a rodzicem rozczarowań. 

- Do zobaczenia niebawem!- zawołała Sakura i poszła tłoczną ulicą w stronę swojego mieszkania.

Hinata zrobiła to samo.

Po spotkaniu z dziewczyną czuła się o wiele spokojniej. Ciszej. To dobre słowo,  wyciszyła się czerpiąc jedynie z tamtej chwili. Było tak za każdym razem, gdy ona i jej przyjaciele spotykali się razem, ale teraz podobne momenty zdarzały się niezwykle rzadko. To nie był czas na zabawy a i oni nie byli już dziećmi  Każdy z nich musiał walczyć o to, co było dla nich cenne, potrafili już to zdobyć. Ona chyba też.

Ulice Konohy chyba nigdy nie były bardziej ciekawe jak pod wieczór. W momencie, kiedy mieszkańcy kończyli swoje zajęcia, dzieci treningi a przejezdni zwiedzali wioskę, na ulicach robiło się niezwykle gwarno.
Bary zapełnione klientami wypełniał głośny śmiech i brzdęk szkła.
Barwne lampiony, wokół których latały roje nocnych owadów, powoli zaczynały płonąć, zastępując słonce.
Idąc powoli Hinata widziała matki z dziećmi, które próbowały je namówić na zakup słodyczy. Lubiła patrzeć, jak niektóre z nich w końcu ulegały namową i kupowały dzieciom dango albo lody.

Nie chciała jeszcze wracać do domu. Ojciec miał dzisiaj spotkanie ze starszyzną klanu, wiec nie była zobowiązana do uczestnictwa w rodzinnej kolacji, której po prostu miało dziś nie być  Hanabi pewnie też nie było, miała przecież trenować razem z kuzynką Kiby, Sayuri. Pusty dom wcale jej nie kusił, podobnie jak ten z mieszkańcami.

Nie mając nic do zrobienia skierowała się w stronę strzelistej wierzy, siedziby Hokage. Omijając budynek jednocześnie opuszczała gwarne ulice. Powoli wspinała się po schodach dawno temu wykutych w ścianie skalnej otaczającej jej wioskę. Nie śpieszyła się, nic jej nie poganiało. Czuła wilgoć w powietrzu zupełnie tak, jakby miało padać. Szła energicznym krokiem, chowając oczy po przydługą grzywką.

Dawno tam nie była. Chyba ponad kilka tygodni. Przestała tam przesiadywać, kiedy w końcu wrócił do wioski.

Pokonując ostatni stopień skierowała się od razu do skraju ściany skalnej górującej nad wioską, gdzie tradycja nakazywała wyrzeźbić twarz panującego kage, symbolizując nieustanną opiekę nad mieszkańcami.
Zawsze przesiadywała na skraju rzeźby przedstawiającej Senju Hashiramę, w najmniej widocznym miejscu. Kiedyś zastanawiała się,  dlaczego wybrała właśnie ją. Nie znalazła odpowiedzi, bo prawdopodobnie jej nie było.  Zadecydował przypadek- tak myślała.

Nie była do końca pewna, dlaczego tak bardzo lubi to właśnie miejsce. Wiatr zawsze targał jej tu włosy, choć starała się, by nie przysłaniały widoku, jaki rozciągał się tuż przed nią, kiedy stała obserwując wioskę
Możliwe, że lubiła je dzięki szeregom strzelistych domów i jasnych punkcików światła w mieszkaniach, rozedrganych na ciemnym tle, tak doskonale stąd widocznych.
Możliwe, że właśnie tu przytłumiony gwar wszystkich mieszkańców Konohy, każdy śmiech, krzyk czy brzdęk mieszał się w swoistą esencję tego miejsca, który zwykła nazywać domem. Czasem zdawało się jej, że nawet tu czuć zapach rosołu i przypraw z rodzinnych kuchni.
Możliwe, że skała, na której wyrzeźbiono twarze piątki hokage, miała spełniać jakiś konkrety cel oprócz charakterystycznego punktu wioski.
Jej samej wydawało się, że może tu myśleć o wiele swobodniej niż na dole, w którymkolwiek innym miejscu.
Oddech był mniej przytłumiony, jakby perspektywa rozciągających się widoków i już zachodzącego słońca sama w sobie dawała wolność.
Stojąc na skale, w której wykuto twarz Senju Hashiramy, patrząc w punkciki lampionów wiszących na ulicach, wyczuwała potęgę drzemiącą w czynach legendarnych wojowników. Właśnie tu nie potrafiła stłamsić przeczucia, że nic nie dzieje się bez przypadku.
Możliwe, że przeczucie, iż to tu rozpoczęły się losy Wioski Ukrytej w Liściach przyciągało ją w to właśnie miejsce.

Nie, Hinata nie jako pierwsza zaczęła tu przesiadywać. Dawno temu, jeszcze za czasów akademii podpatrzyła Go, że tu uciekał, kiedy reszta dzieciaków nie chciała się z nim zadawać. Wtedy sama zaczęła na górskie zbocze przychodzić, dzieląc jego azyl na ich dwoje.
Prawdopodobnie On nawet o tym nie wiedział. To dobrze. Nie chciała odbierać mu tego schronienia,nie chciała się czuć intruzem.
Nigdy go tu nie szukała. Gdyby to zrobiła, zabrałaby mu wolność i możliwość ucieczki. Nigdy tego nie pragnęła.
Czasem z rozbawieniem myślała o tym miejscu jako o ich wspólnym, sekretnym.
Prawdę mówiąc Hinata szukała tu jedynie własnej ucieczki. Łudziła się, że i ona znajdzie tu swój azyl.
I znalazła.

A los chciał, że dziś i On przyszedł popatrzeć na wioskę ze skały, w której wyrzeźbiono twarze pięciu hokage. Zawsze widywała go w tym samym miejscu- siedzącego tuż nad podobizną Yondaime.

Dostrzegając Naruto siedzącego tak blisko niemal odruchowo schowała się, by być niewidoczna. Czuła się głupio ukrywając swoją obecność,  nie miała już przecież dwunastu lat, by nie umieć zapanować nad emocjami. Problem w tym, że ona chyba wciąż zachowywała się jak mała dziewczynka, kiedy wszyscy wokół niej dorośli. 

Patrzyła na swojego przyjaciela, jak pochylony wpatruje się w panoramę wioski, którą oboje kochali. Zmienił się.

Jakiś czas temu wrócił z wyprawy z mistrzem Jirayą po ponad trzech latach nieobecności. Musiała przyznać, że  były to długie trzy lata. Momentami ciągnęły się w nieskończoność.
Jednak potrzebował ich on i ona sama. Zmienił się  nie tylko pod względem fizycznym. Wydoroślał, choć Sakura mówiła,  że wciąż zachowuje się jak dzieciak. Być może ten dzieciak był najlepszą częścią Naruto, prawdziwie szczerą. 
Hinata wiedziała, że Naruto wróci jeszcze silniejszy niż wcześniej. Przecież po to wyruszył na trening pod okiem Sannina. 
Czy wiedziała o lisim demonie? Wiedziała. Kiedyś podsłuchała rozmowę ojca z wujem mówiącym o demonie zamkniętym w ciele Naruto. W pierwszej chwili się przestraszyła, była mała i naiwna. Tyle że obserwując jego roześmianą twarz i chęć życia nie mogła czuć strachu, jemu ufała bezgranicznie. 
To własnie ten jego uśmiech kreował całego Naruto. Zmuszał, byś go lubiła, ufała i wierzyła w to, co mówi  A zawsze mówił prawdę, kłamstwo było słabością i tchórzostwem, a on nigdy nie był tchórzem. 

Robiło się coraz ciemniej, wieczór się kończył.

Przyglądając mu się zauważyła, że westchnął. Miała dobre oczy. 
Wiedziała, co go martwi. Wciąż walczył o Uchiha Sasuke, który wyruszył na samotną walkę ze światem o przeszłość.  Sama też westchnęła. Odejście chłopaka na zawsze zmieniło jej przyjaciół. Zmusiło ich do podjęcia równie trudnych decyzji, co te podjęte przez Sasuke. Do składania przysięg, które może nigdy nie miały być spełnione. 
Coraz głośniej mówiono również o pewniej organizacji, która poluje na demony. Ostatnio w jej ręce wpadł Gaara, to już nie było błahe zagrożenie, ale realna groźba. Wszyscy zdawali sobie z tego sprawę,  Gondaime mocno akcentowała potrzebę ochrony Naruto. Własnie jego, nie demona. A Hinata całym sercem chciała bronić właśnie jego. 

Chłopak nagle wstał i zeskoczył z twarzy Yondaime. Hinata drgnęła  Nawet nie zauważyła,  kiedy słońce całkowicie zaszło. Było już ciemno i chłodno. Ona również wstała, należało iść do domu i oddać leki Hikaru. 

Nagle usłyszała trzepot ptasich skrzydeł za sobą. Odwróciła się, by w porę wystawić przedramię dla ptaka- posłańca. Przyjrzała mu się uważnie, kiedy ten stanowczo przysiadł przy jej nadgarstku  Takiego typu posłańców używała hokage, Hinata potrafiła dostrzec w ciemności owalną główkę z charakterystycznym czerwonym pasem na jej środku. Ptak zaśpiewał cicho i wzbił się powietrze.

Hinata nie przyglądała mu się dłużej. Podobnie jak Naruto przed nią zeskoczyła ze skalnej rzeźby, kumulując chakre w stopach, by bezpieczniej i szybciej znaleźć się na ziemi. Siedziba Hokage znajdowała się tuż obok. Na ulicach nie było już praktycznie nikogo. Powoli weszła do środka budynku,  gdzie kilku chunniów pilnowało wejścia. Skinęła im na powitanie i poszła dalej, tam, gdzie oczekiwała ją Gondaime. Idąc po schodach zastanawiała się, czego chce od niej Czcigodna. Szybko stanęła przed solidnymi drzwiami, za którymi słychać było ciche szepty prowadzonych rozmów.Zapukała .

Mocny głos Gondaime pozwolił jej wejść. 

Przekraczając próg gabinetu hokage Hinata zdała sobie sprawę, że w obszernym pokoju znajduje się tylko Tsunade-sama i  i jej pomocnica Shizune. Gabinet oświetlony mocnym światłem nie był tak jak zwykle zawalony papierami i sprawozdaniami, sama hokage stała przy jednym z wielkich okien, z których sączyła się tylko czerń nocy. Wyglądała dzisiaj schludnie, blond włosy nie były potargane a sama kobieta stała wyprostowana jak struna obserwując wioskę.

Kiedy dziewczyna weszła do środka Shizune położyła na biurku hokage arkusz dokumentów, sama cofając się do ściany.

Hinata skłoniła się obu kobietom.

-Dobrze, że jesteś tak szybko- powiedziała Tsunade wciąż patrząc na ulice wioski.

- Byłam w pobliżu- odparła Hinata zatrzymując się w połowie drogi miedzy biurkiem a drzwiami wejściowymi.

Chwila ciszy,w której nikt się nie poruszył i nie zabrał głosu oczekując na pierwsze słowa Tsunade.

- Mam dla ciebie zadanie, Hinata- rzekła poważnie.- Będzie ono wymagało od ciebie dużej ostrożności.

Dziewczyna skinęła głową. Czuła podekscytowanie, dawno nie dostała dobrej misji.

- Jestem gotowa- powiedziała, równie spokojnie co kobieta.

Kobieta wciąż stojąc przy oknie częściowo odwróciła się  stronę dziewczyny, przez kilka chwil nic nie mówiąc. To nie było normalne jak na nią, Hinata to wiedziała.

- W takim razie słuchaj-  powiedziała podchodząc do biurka, sięgając po papiery kilka chwil temu położone przez Schizune. - Kumogakure poprosiło mnie przyjęcie na kilka miesięcy jednego z ich shinobi, by mógł on podszkolić się w produkcji antidotów pod okiem klanu Nara. Między naszymi wioskami panuje pokój, zgodziłam się na to. Jednakże...

Tu kobieta odłożyła papiery na biurko i spojrzała na Hinate.

- Czasy są niespokojne. Znasz panującą sytuację. Pomimo pokoju nie mogę ufać obcemu shinobi i bez nadzoru pozwolić wejść mu do wioski. Chodzi nie tylko o tajne informacje, które mógłby wykraść.- Jej mocny głos zniżył się  a blondynka przygryzła wargę.- Dużo się mówi o Akatsuki, lecz w jego szeregach nie ma ninja z Kumo. Jednak zważywszy na to, jak cenni są jinchūriki dla nas wszystkich nie możemy sobie pozwolić na lekceważenie podobnego scenariuszu. 

Hinacie zdawało się  że słowo jinchūriki zostało celowo przez kobietę podkreślone, jednak nie dała po sobie poznać, że to zauważyła. 

- W dodatku... - Tutaj Tsunade spojrzała na Shizune, która wciąż bez ruchu stała pod ścianą wpatrując się w swoja mistrzynię.- Mam również na względzie dawne wydarzenia miedzy nami a Kumogakure. 

Hinata doskonale wiedziała,  co ma na myśli. Gondaime pamiętała o dawnej próbie porwania Hinaty przez ninja z Kumo.

- Rozumiem twoje pobudki hokage, ale proszę się nie martwić, potrafię o siebie zadbać.

Chciała to powiedzieć głosem pewnym, tyle że jej samej wydal się dziewczęcy, słaby.

Jednak Tsunade uśmiechnęła się pod nosem.

- Nie wątpię w to, dlatego wybrałam ciebie, Hinata.

- Rozmawiałyśmy z twoim ojcem, jako głowa klanu Hyuuga powinien znać sytuacje- dodała Shizune.- Jak na razie nie ma żadnego zagrożenia, jednak Hiashi powinien zachować czujność.

- Zgadzam się- przytaknęła Tsunade.- Nie potrzeba nam dodatkowych konfliktów miedzy krajami.

- W takim razie co mam zrobić, Tsunade-sama?

Kobieta usiadła za biurkiem i sięgnęła znowu po dokumenty, podsuwając je Hinacie.

- To Omori Kasai . Syn medic ninja z Kumogakure. Przybędzie najpóźniej jutro popołudniu do Konohy. Twoim obowiązkiem będzie śledzić jego poczynania w wiosce aż do czasu jego odejścia. Raporty będziesz mi składać co dwa dni.

 Hinata podeszła do biurka i wzięła podsuniętą przez Gondaime kartkę. Było na niej zdjęcie chłopaka i opis jego umiejętności. Fotografia przedstawiała człowieka o nieco opalonej cerze, czarnych włosach i takich samych oczach. Jego umiejętności nie były zbyt imponujące  podobnie jak liczba odbytych misji. Pytanie tylko, na ile podany życiorys był prawdziwy.

- Mam go obserwować z ukrycia czy jawnie?- spytała oddając dokument.

- Bez znaczenia.- Tsunade dołączyła kartę do pliku dokumentów.- Na pewno zdaje sobie sprawę z tego, że nie będzie miał zbyt wiele swobody.

Dziewczyna pokiwała głową.

- Czy Shikamaru, należąc do klanu Nara, zna cel mojej misji?

- Nie, nie było potrzeby go o tym informować. Mam jednak przeczucie, że sam się tego domyśli.

Po zdobyciu potrzebnych informacji Hinata uśmiechnęła się lekko. Ta misja była dla niej bardzo ważna,  nie tyle ze względu na rangę a na jej cel. Miała na uwadze dobro swojej rodziny i drogiego przyjaciela. Czuła, ze musi dać z siebie wszystko. Miała też dziwne przeczucie, że podoła

- Postaram się cię nie zawieść, Tsunade- sama.

Na te słowa hokage odchyliła się lekko w fotelu z uśmiechem.

- Ja mam podobną nadzieję. To wszystko, Hinata.

- Hai.

 Hinata skłoniła się i wyszła z gabinetu, życząc obu kobietą dobrej nocy. Było już blisko północy. Schodząc po cichu po schodach powtarzała w myślach imię shinobi z Kumogakure, obiecując sobie, że da z siebie wszystko. W końcu chroniła swoich bliskich.

Po wyjściu dziewczyny z gabinetu Tsunade z głośnym westchnieniem oparła się o fotel.

- Czyli na dzisiaj koniec...

- Wciąż nie podoba mi się ten pomysł, Tsunade sama... Może zamiast niej dasz tą misję Ino albo...

- Bzdura- warknęła hokage prostując się na swoim miejscu.- Hinata najlepiej się nadaje. Jest dobrze wyszkolona i inteligentna. Poradzi sobie.

- Tyle, że istnieje niebezpieczeństwo, że Kumo znowu chcą zdobyć Byakugan. Nie uważasz, że to zbyt duże ryzyko?

Tsunade wzruszyła ramionami.

- Jest shinobi. Całe jej życie jest ryzykiem. Z resztą Hiashi się zgodził.

Wstała i odeszła od biurka kierując się do drzwi.

- Koniec na dzisiaj Shizune, zamknij drzwi.- Przystanęła w przejściu i obejrzała się na kobietę.- Oh, nie rób takiej miny. Hinata jest doskonałym kandydatem do tej misji.

Nagle się uśmiechnęła do brunetki.

- Chce chronić rodzinę i jego, wiec da z siebie wszystko.


********** 

Dawno nie pisałam. Nareszcie skończyłam matury. Niesamowity kamień spadł mi z serca. Teraz tylko czekać na wyniki. 

Co do notki... Mam mieszane uczucia. Jest taka sobie, chociaż akcja ruszyła. Nie wiem, może sama nie potrafię obiektywnie ocenić? 

Kolejna pojawi się... nie wiem kiedy. Na pewno niedługo. 

Za wszelkie błędy, potknięcia itp. przepraszam.